Recenzje

Recenzje

Światłoczuła Wschowa

Przyjemnie jest usłyszeć z ust doświadczonych i utytułowanych ludzi filmu, że moje rodzinne miasto jest gotowym plenerem filmowym. Oczywiście, zawsze można założyć, że ze strony goszczących u nas Doroty Kędzierzawskiej oraz Artura Reinharta, było to klasyczne puszczenie oczka, odwdzięczenie się za miłe przyjęcie – przecież nikt na ich miejscu nie powiedziałby, że miasto jest brzydkie i niczego ciekawego w nim nie znajdują. Zakładam jednak, że byli w swych opiniach szczerzy i nie wygłosili kurtuazyjnej, grzecznościowej formułki a nasze miasteczko rzeczywiście im się spodobało. Czy to oznacza, że mamy piękne miasto? To już nie jest dla mnie takie oczywiste, jak i nic oczywistego nie znajduję w całym projekcie weekendu z Polską Światłoczułą.


Ten, kto poświęcił choć trochę czasu na obejrzenie jednego z trzech filmów, z którymi tym razem Polską Światłoczuła przyjechała do Wschowy, wie, że Dorota Kędzierzawska jest twórcą filmów z nurtu tych zaangażowanych społecznie. W centrum jej zainteresowań jest człowiek i jego często trudne relacje ze światem. A plenery jej filmów – plenery, które zresztą w sposób mistrzowski komponują się z przekazem - pokazane okiem kamery jej stałego współpracownika Artura Reinharta, są równie wymowne, jak losy ludzi, o których opowiada. Są piękne, są znaczące i mają swój charakter. Ale równocześnie często są smutne, zaniedbane, brudne, opuszczone. Zatem, patrząc przez pryzmat dorobku dwojga goszczących u nas filmowców i ich fascynacji ludźmi i miejscami - co prawda "z duszą" i potencjałem, ale jednak mających ten potencjał często ukryty pod patyną lat i zaniedbań - to ich opinia o tym, że Wschowa jest gotowym plenerem filmowym wcale nie musi oznaczać, że mieszkamy we wzorcowym miasteczku z folderów turystycznych. Akurat tych twórców bardziej niż wybrukowana starówka czy odnowione kolegium jezuickie przyciągnęłyby raczej takie rejony Wschowy, jak opuszczony dworzec PKP czy zrujnowany kościół „Kripplein Christi”.
Tak, jak opinia o Wschowie twórców Polski Światłoczułej nie jest dla mnie jednoznaczna, tak i ocena samego projektu – przeglądu trzech filmów i spotkania z ich twórcami w ciągu jednego weekendu nie jest oczywista. Przyzwyczailiśmy się do tego, że we Wschowie nowe filmy przywożone przez PŚ gromadzą pełną widownię, która lubi w dodatku po seansie podyskutować z zaproszonymi twórcami, aktorami, ludźmi związanymi z danym filmem. Jednak przegląd filmów, nie dość, że jednego autora, to powstałych w przeciągu 10 ostatnich lat, w dodatku filmów trudnych, bo – jak wspominałam wcześniej – zaangażowanych społecznie, z zasady nie mógł zgromadzić takiej samej widowni, jak wcześniej prezentowane filmy. I zdecydowanie, moim zdaniem, nie filmy tym razem były główną atrakcją tego wydarzenia. Poświęciłam czas na spotkanie z projektem Polski Światłoczułej nie dlatego, że miałam nadzieję zobaczyć nowe filmy – ponieważ filmy te są już dobrze znane, zarówno mi, jak i pewnie wielu innym osobom – ale z powodu możliwości spotkania i porozmawiania z wyjątkowymi ludźmi, tworzącymi takie produkcje. I wydaje mi się, że właśnie z tego powodu, iż – tak jak w poprzednich projektach PŚ – główny akcent został położony na filmy, a nie na spotkania, rozmowy, warsztaty z twórcami, zamysł PŚ oraz wschowskiego koordynatora i współpracownika projektu, czyli Twórczych Horyzontów, nie do końca się sprawdził.
Jest oczywiste, że nie dlatego dotychczas projekcje PŚ we Wschowie gromadziły dużą publiczność, ponieważ mieszkamy na głębokiej prowincji i mamy problemy z dostaniem się do kina – w końcu do najbliższego kina i to całkiem nowoczesnego mamy tylko 20 km. Zrozumiałe jest też to, że tego typu projekt, jak przegląd filmów, nie jest adresowany aż do tak szerokiej grupy odbiorców, jak każda inna nowość filmowa, która akurat jest grana w kinach w całej Polsce. W każdym większym mieście pewnie by się zebrała odpowiednio duża grupa osób zainteresowanych takim przeglądem, w małym miasteczku okazało się, że już niekoniecznie. Polska Światłoczuła poniekąd przetestowała na wschowskiej publiczności swój nowy pomysł, niestety nie zmodyfikowała narzędzi, którymi chciała przyciągnąć potencjalnych odbiorców. Po każdym filmie, tak jak dotychczas, był czas na pytania i dyskusję. Jednak pod obstrzałem kamer, rejestrujących spontaniczne pytania uczestników nawet w kuluarach, trudno o żywą i twórczą dyskusję. Dystans, światła, kamery – coś co dla ludzi filmu i koordynatorów projektu PŚ być może jest oczywiste i zwyczajne – dla przeciętnego uczestnika jest deprymujące.
Pomimo powyższych uwag, nie żałuję ani minuty poświęconej na weekend z Polską Światłoczułą, a miałam okazję uczestniczyć w całym projekcie. Filmy, pomimo, że znane, obejrzałam z przyjemnością raz jeszcze. Jednak decydujące znaczenie miała dla mnie postawa i wypowiedzi Doroty Kędzierzawskiej oraz Artura Reinharta, dla spotkania z nimi warto było poświęcić sporą część weekendu. I trochę tylko szkoda, że potencjał takiego właśnie spotkania nie został dobrze wykorzystany i nie stał się główną osią całego projektu, choćby właśnie w postaci bliższej warsztatom czy bardziej wnikliwej, moderowanej dyskusji. Sądzę, że taki projekt miałby szansę przyciągnąć więcej osób zainteresowanych, niż projekt firmowany jednak jako "przegląd filmów".

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 126 gości oraz 0 użytkowników.

Newsletter