Recenzje

Recenzje

„Drogówka”, czyli „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie!”

       Jestem już po. Po „Weselu”, „Domu Złym” i „Róży” z niekrytą niecierpliwością czekałem na „Drogówkę” Smarzowskiego. I nie zawiodłem się. Tym bardziej nie zgadzam się z coraz to powszechną opinią, że jest to najsłabszy film pana Wojciecha ze wszystkich wymienionych. Na swój sposób, myślę że jest wprost przeciwnie. 

       Na początek warto zadać sobie pytanie z jakim filmem mamy do czynienia. Czy jest to komedia, dramat, sensacja? Jak dla mnie jest to gatunek o nazwie „Smarzowski”, połączony z nieprzyzwoicie brudną, polską wersją kina noir i political fiction.

       Przez pierwszą część filmu tkwimy w dusznym, choć i energetycznym i niepozbawionym humoru  świecie, dodajmy, polskim świecie. Można to porównać do „Wesela”, gdzie także śmiejąc się z bohaterów Smarzowskiego - przytaczając tytułowego Gogola - śmiejemy się, tak naprawdę, sami z siebie.

„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”

       Zło, tak wszechobecne w filmach Smarzowskiego, znów odgrywa główną rolę. Ponownie Smarzowski pokazuje to, co go najbardziej boli, począwszy od zdrady przez korupcję a kończąc na wyrzucaniu śmieci do lasu... Zło, zdaje się mówić językiem filmowym reżyser, jest częścią nas wszystkich mężczyzn, kobiet, księży, policjantów, lekarzy, bankierów itd. Banał, o którym często zapominamy.

       Nasi bohaterowie grzechów popełniają co niemiara, za co przyjdzie im w różny, często ironiczny sposób zapłacić. Smarzowski nie odpuszcza nikomu, czy to rasiście, czy seksoholikowi...

Topa jak McGregor i Nicholson

        Druga godzina to próba nawiązania do filmów z gatunku political fiction. Tyle, że tej fikcji wydaje się nie być aż tak dużo. Wszystko jest tak realne, tak do bólu szczere, że w tę historię nie trzeba zanadto uwierzyć. Ona dzieje się każdego dnia na naszych oczach, kiedy dowiadujemy się o nowych zatrzymaniach w sprawie korupcji w polskiej piłce, czy gdy wychodzi na jaw, że kolejne publiczne przetargi były ustawione, że skarb państwa traci miliony, czy miliardy złotych tu czy tam...

      To political fiction jest rysowane w barwach kina noir, czarnego kryminału. Smarzowski rzuca więc wyzwanie samemu Polańskiemu i chociażby jego „Autorowi widmo”, bo na lokalnym podwórku nie ma, dosłownie, nie ma się z kim mierzyć, czy porównywać. Bo z całym szacunkiem do Pasikowskiego z lat 90., to jednak Smarzowskiemu bliżej do twórcy „Frantic” czy „Chinatown”. Co świadczy niewątpliwie o tym, że doczekaliśmy się reżysera, który każdym swoim następnym filmem mocno zaznacza własną pozycję, wysoko przy tym zawieszając poprzeczkę konkurencji.

„Drogówka” vs. Smarzowski

       Jeśli film ten, odbierany przez wielu za najbardziej komercyjny z całego dorobku reżysera, jest na takim poziomie, to tylko można się cieszyć, że obraz, który miał być odreagowaniem po „Róży”, jak przyznawał sam reżyser, jest filmem tak dobrym.

       Najgorszym czy najlepszym w filmografii Smarzowskiego? Trudno o wartościującą ocenę w przypadku Wojciecha Smarzowskiego, bo on sam nie daje jednoznacznych podstaw do takowych opinii. Jest to film inny niż poprzednie, choć z nawiązaniami do nich. Częsciowo w wydźwięku podobny jest do „Wesela”. Karkołomnie można więc powiedzieć, że „Drogówka” to modyfikacja wcześniejszych filmów Smarzowskiego, co nie znaczy że jest to obraz od pozostałych gorszy czy też lepszy. Jest inny, ale powiedziałbym, że tak samo cenny.

Kompania braci. I sióstr

        Słowa uznania należą się również grupie aktorów, których upodobał sobie Smarzowski. Od „Wesela”  obserwujemy w większości te same twarze. Widać, że jest to bardzo zgrany zespół, świetnie dopasowany do wymagań Smarzowskiego. Dziś trudno wyobrazić sobie jego filmy bez Marcina Dorocińskiego, Bartłomieja Topy, Arkadiusza Jakubika czy Mariana Dziędziela. Stali się oni jednym filmowym organizmem, ale za każdym razem iście po mistrzowsku zakładającym nowe aktorskie maski, grającym role, napisane jakby specjalnie dla nich.

Czekając na DVD

       Przyznam się na koniec, że jeszcze dobrze z kina nie wyszedłem, a już chciałem obejrzeć ten film po raz drugi. Później, zasypiając łączyłem w głowie pewne sceny w całość, ponieważ wątków w „Drogówce”jest tak wiele, że jak pisze Tadeusz Sobolewski, zapewne przy każdym następnym seansie tego filmu zwrócimy uwagę na różne szczegóły.

Gdyńska ironia

       Dodatkowo możemy w tym roku doświadczyć paradoksalnej chwili, kiedy to „Drogówka” prawdopodobnie powalczy o główną nagrodę w Gdyni (zakładając że „Nieulotne” Borcucha oraz „W imię...” Szumowskiej na takim poziomie nie będzie). Paradoks polegać będzie na tym, że najlepiej oceniany przez krytykę film Smarzowskiego, czyli „Róża”, przegrał batalię o Gdynię w 2011 roku ze średnim „Essential Killing” Skolimowskiego.

       No, ale to jest ta ironia losu, idealnie wręcz pasująca do samego Smarzowskiego i jego filmów. Filmów, które za każdym razem stają się wydarzeniem, co też mówi samo za siebie.

„Drogówka”, czyli Polacy bez photoshopa?

       Być może wielu refleksji ten film ze sobą nie niesie, choć mamy możliwość zobaczyć samych siebie bez żadnego retuszu, co może być dla niektórych brutalnym przeżyciem i smutną konstatacją, lecz przede wszystkim jest to świetna zabawa na bardzo wysokim, „smarzowskim” poziomie. Nic tylko jak polecać.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Ostatnie komentarze

  • profile
    http://2ndhomeblog.net: http://2ndhomeblog.net

    Czytaj więcej...

     
  • e-lusterko.pl
    Artykuł niczego sobie. Będę tu częściej

    Czytaj więcej...

     
  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://signilight-
    Super artykuł! Dziękuję bardzo, na pewno wrócę.

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 71 gości oraz 0 użytkowników.

Newsletter