Recenzje

Recenzje

Od miłości do wątpliwości. Z Teheranu nad Wisłę

      „Miłość” prod. Polska 2012 reżyseria: Sławomir Fabicki scenariusz: Sławomir Fabicki, Marek Pruchniewski zdjęcia: Piotr Szczepański występują m. in.: Marcin Dorociński, Julia Kijowska, Adam Woronowicz, Anna Kulesza Dorota Kolak, Marian Dziędziel Wojciech Mecwaldowski „Już sam nie wiem jak to ma być. Bez was nie mogę, a z wami nie umiem żyć. I co niby mam teraz zrobić?” – te słowa użyte przez Grubsona we „Właściwym kursie” przyszły mi na myśl po obejrzeniu „Miłości” Sławomira Fabickiego. Czy słusznie? 

      Dodam tylko, że polską „Miłość” miałem okazję zobaczyć we wschowskim byłym domu kultury, dokąd po raz kolejny przybył projekt „Polska Światłoczuła”. A wraz z projektem Julia Kijowska, odtwórczyni głównej roli, filmowej Marii.

      „Miłość” to rewers olsztyńskiej historii, gdzie prezydent miasta został posądzony o gwałt na ciężarnej urzędniczce. Rewers ponieważ w przeciwieństwie do pierwowzoru, czy też inspiracji, dramat rozgrywa się w czworokącie, a nie przed całą Polską. Dla Fabickiego to, co się stało w Olsztynie jest tylko punktem wyjścia. Choć gdy przeczyta się reportaż opublikowany w „Dużym Formacie” Gazety Wyborczej, „To się stało mojej żonie”, rzuca się w oczy, że mamy do czynienia z filmem opartym dokładnie na tych właśnie wydarzeniach. Tyle, że u Fabickiego brudy są prane w węższym gronie – z jednej strony mamy Kijowską i Dorocińskiego, czyli filmową Marię i Tomasza, a z drugiej Woronowicza i Kuleszę, prezydenta i jego małżonkę.

Adam Woronowicz – prezydent i Julia Kijowska – Maria /mat. prasowe filmu/        Czy więc dramat odbywający się bez telewizyjnych kamer i błysku fleszy jest mniejszy? To jedno z pytań na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Bo prawdopodobnie takowa nie istnieje, dlatego że nad tym, co się wydarzyło i w Olsztynie i bohaterom „Miłości” nie da się swobodnie przejść do porządku dziennego – okazuje się, że nic już nie będzie takie jak przedtem.

       Fabicki nie serwuje nam prostych rozwiązań. To nie jest „M jak Miłość”, gdzie świat mniej lub bardziej, ale jest czarno-biały, a widz wszystko dostaje podane na tacy. I dla mnie, właśnie ta otwartość dla interpretacji jest największą zaletą filmu Fabickiego, gdzie obserwujemy zdarzenia widziane z perspektywy ofiary gwałtu (Maria) i jej męża (Tomasz).

      Reakcja męża na gwałt na jego żonie jest inna niż w reportażu GW, bardziej skomplikowana i ludzka zarazem. Fabicki takim zabiegiem zmusza widza do zadania sobie pytania, czym jest w tej sytuacja ta tytułowa miłość, czy może ona trwać bez względu na okoliczności? A może to okoliczności są w stanie wszystko zmienić, albo dać pretekst by skrzętnie skrywane wątpliwości objawiły się z nową niewidzianą wcześniej siłą? I co zrobić – milczeć, zemścić się, żądać sprawiedliwości, spróbować zapomnieć czy po prostu uciec?

       „Miłość” budzi pewne skojarzenia z „Rozstaniem”. Motyw łączący oba filmy to konsekwencje wywołane przez brak szczerości głównych bohaterów. Czy to w polskim czy w irańskim filmie dobrze ukazane jest, jak niedostatek prawdomówności wpływa na rozpad związku, jak budzą się dawne frustracje i wreszcie jak uczucie przeradza się w utratę zaufania, zazdrość czy nienawiść…

       Jednakże nie zgodzę się z kilkoma tezami na temat „Miłości”, na jakie natknąłem się w największych mediach. Być może istotnie Fabicki miał ambicje, żeby do swojego filmu wprowadzić nieco metafizyki à la Kieślowski, lecz podejrzewam, że podczas ontażu zostało to w większości usunięte i zredukowane tylko do pierwszej sceny, w której symbolicznie umiera ptak.

       Rzeczywiście ta symbolika jest niepotrzebna, ale gwoli ścisłości, taką manierę widzimy tylko na początku filmu. Później mamy samo „mięso” i dramat rozgrywający się między ludźmi, a nie symbolami.  

       Nie mogę się zgodzić, że zakończenie narzuca retorykę czy symbolikę kościelną. Ostatnia scena, co prawda, rozgrywa się w kościele, ale trzeba być trochę naiwnym, jeśli sądzi się, że Fabicki kończy swoją opowieść tak zwanym „happy endem”.

Marcin Dorociński – Tomasz /mat. prasowe filmu/       Dlaczego naiwnym? Tutaj wspomnieć należy o jednej z najmocniejszych scen w filmie, o jedynym momencie szczerości Marii i Tomasza. Tomasz, który otworzył się po śmierci matki (wyśmienita Kolak) wyznał Marii coś przeciwnego w stosunku do tytułu filmu. Powiedział – „nie wiem, czy jeszcze Cię kocham”. I gdy sądzimy, że to koniec, bo przecież takie słowa wypowiadane są często przy rozstaniach, to dla Marii nie stanowi to przeszkody nie do przejścia. Zapytana o powody takiej postawy odpowiada bez ogródek – „bo nie mam nikogo”.

       Maria zostaje z Tomaszem, ale nie rozpatruję tego w charakterze szczęśliwego zakończenia. Nie jest powiedziane bowiem, że odtąd szczerość w ich związku będzie codziennością, a nie wyjątkiem.

      Bo jeśli tej szczerości zabraknie, to podobnie jak w „Rozstaniu”, największą cenę zapłaci za to dziecko – w tym wypadku dziecko Marii i Tomasza. A brak szczerości, nie zastąpi żadna czułość, nawet tak słodka, którą mogliśmy obserwować między młodym małżeństwem, jeszcze przed gwałtem lub zaraz po, kiedy to filmowy Tomasz niczego się nie domyślał, a Maria wolała traumę tłumić w sobie. Tymczasem czułość szybko zniknęła kiedy problemy wyszły na jaw.

      Nie wiemy zatem czy to małżeństwo przetrwa, czy dla Tomasza i Marii chwila szczerości okaże się trwałym odrodzeniem, czy tylko przystankiem w drodze do separacji i rozstania, jakiego przecież już doświadczyli, kiedy kobieta powiedziała o gwałcie.

       Podsumowując: świetna obsada i gra aktorska (oklaski dla Kijowskiej, potwierdzającej że współpraca z Kolskim, Holland i Smarzowskim nie była przypadkowa), minimalistyczna forma przekazu w postaci braku wykorzystania muzyki oraz rozpisanie dialogów, tak by postawić widza w trudniejszej sytuacji niż jest do tego przyzwyczajony (chociażby z rodzimych telewizyjnych produkcji), powoduje że „Miłość” Fabickiego to obraz godny uwagi i dyskusji – a sam Fabicki pokazuje inne oblicze tematu podjętego niedawno przez Michaela Haneke.

Żródło fotokolaseum.pl

Ilustrujące tekst zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych filmu. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 91 gości oraz 0 użytkowników.

Newsletter