Indie - kolory pustynnych miast

INDIE - kolory pustynnych miast

Indie - kolory pustynnych miast

Dzień VIII - Kupa, opium, ekolodzy i nerwowy mnich

Wczesnym rankiem wyruszamy na safari po terenach Bisznoi {jcomments on}Dzisiejsza pobudka o 6.00 nie jest niczym nadzwyczajnym. Jak ktoś sobie taki wypoczynek funduje, to ma, co chciał. Co robić. Plan jest prosty, o 7.00 mamy być w autobusie, a po godzinie jazdy wyruszymy na safari jeepami po terenach plemiona Bisznoi. Plan prosty, ale początki jego realizacji napotykają pewne problemy. Mam kłopot z pierwszym etapem podróży – ze zwleczeniem się z łóżka. Tak to bywa, kiedy się mecz krykieta ogląda do 1.00 w nocy. Wspaniała miękkość łóżka powoduje niechęć do rozstania się z pościelą. Niechęć niechęcią, ale godzinę później grzecznie siedzimy już w autokarze. Wschód słońca i mijane krajobrazy powodują, że poranna niechęć szybko przeradza się w entuzjazm.

Czytaj więcej: Dzień VIII - Kupa, opium, ekolodzy i nerwowy mnich

Dzień XII - ANTYLOPA OTOCZONA PRZEZ LWY

{jcomments on}Dziś pobudka jest dość wczesna. Musimy dojechać do Agry a po drodze dwa ciekawe miejsca do zobaczenia. Nie ma więc co grymasić. Po wczorajszym niezwykłym dniu wszyscy w doskonałych nastrojach. No może poza trójką, którą z powodu problemów żołądkowych ominęły wczorajsze niewątpliwe atrakcje. Z ich zdrowiem chyba nie najlepiej, okazuje się bowiem, że nie obyło się bez przyjazdu lekarza do hotelu. Zresztą dzisiaj też nie wyglądają najlepiej. Co gorsza muszą wsiadać do autobusu, dziś nie ma już możliwości zostania w hotelu. Ktoś nawet mówi, że chce już do Polski. No cóż, to najlepszy dowód na to, że fast-foody są niezdrowe.

 

Czytaj więcej: Dzień XII - ANTYLOPA OTOCZONA PRZEZ LWY

Dzień IX - Udajpur - KRYKIET POD WARZYWNIAKIEM

Mini-kramiki jak zwykle kolorowe {jcomments on}Poranek przebiega utartym torem. Schodzimy na śniadanie, po śniadaniu mycie zębów, a po myciu pakujemy się do autokaru. Pakujemy się tylko my, bagaże zostają bowiem w hotelu, w Udajpurze spędzimy wszak także kolejną noc. Dzisiejsza jazda autokarem będzie bardzo krótka, musimy tylko dostać się do centrum miasta. Tego dnia mamy w planie zwiedzanie Udajpuru zachwycającego swoją bajkową architekturą. Podobno francuscy impresjoniści, niegdyś zauroczeni miastem, mawiali, że takiego oświetlenia i przeźroczystego powietrza nie ma na całym świecie. Jak dla mnie oświetlenie było w porządku, ale do przejrzystości powietrza mógłbym na pewnych zdjęciach mieć zastrzeżenia. W każdym razie bajkowość nie zawodzi. W sumie codziennie w Indiach jest bajkowo, ale dziś jest bajkowo jakoś szczególnie. Nie na darmo Udajpur określany jest mianem indyjskiej Wenecji lub najromantyczniejszego miasta w Indiach. Po takim wstępie wyczytanym w przewodniku jestem pewny, że będzie mi się tu podobać.

Czytaj więcej: Dzień IX - Udajpur - KRYKIET POD WARZYWNIAKIEM

Dzień XIII - NA WŁASNE OCZY CUD TEN ZOBACZYĆ

     Wstępne słowo tłumaczeniem będące:
     Jak tu wytłumaczyć kilka miesięcy przerwy w pisaniu relacji z Indii tak, aby nie wyszło, że mi się nie chciało? Otóż jest to trzynasty odcinek opisujący trzynasty dzień naszej wyprawy. Sami drodzy czytelnicy rozumiecie, że dwie trzynastki to pech kompletny już jest. A pech niejednokrotnie powoduje opóźnienia czasowe. W czasie tej przerwy także sporo się wydarzyło, autor zdążył przejść operację (na razie nogi, nie głowy), wyjechał na kolejną wyprawę i nawet wrócił. Nie ukrywam, wpadłem na pomysł aby nie kończyć relacji z Indii, ale dostałem wiadomości od moich wszystkich trzech czytelniczek, że czekają one na ciąg dalszy. No cóż, skoro po napisaniu 12 odcinków udało się zdobyć trzy czytelniczki, to nie można ich teraz zawieść. Z tego oto powodu relacja z przedostatniego dnia pobytu w Indiach poniżej.

Czytaj więcej: Dzień XIII - NA WŁASNE OCZY CUD TEN ZOBACZYĆ

Dzień X - Puszkar - HIPPISI W CIENIU ISHAL

Wyścigi ciężarówek firmy TATA {jcomments on}Dziś budzę się z pewnym niepokojem. Nie wstaję z łóżka, leżę i zastanawiam się skąd u mnie ten niepokój. Zastawianie nie trwa zbyt długo. Niestety, szybko znajduję rozwiązanie tej kwestii. Otóż pojawił się Ishal. Ishal, którego z całego serca nie chciałem na tym wyjeździe widzieć. Robiłem wszystko, aby się nie pojawił. Byłem ostrożny. Byłem uważny. Nie pomogło. I oto zjawił się Ishal. Najgorsze jest to, że zawitał rano, gdy trzeba ruszać w drogę. Zwykle pojawiał się wieczorem, gdy była jeszcze szansa, by coś z nim zrobić. Idąc do łazienki, zaczynam żałować wczorajszego cudownego wieczoru w restauracji. I mojego obżarstwa. Karą za nie jest Ishal. A wyrok to surowy.

Czytaj więcej: Dzień X - Puszkar - HIPPISI W CIENIU ISHAL

Dzień XIV-XV POŻEGNANIE W STYLU DABANGG

       Od kilku dni odwlekałem myślenie o tej chwili. Nie przyjmowałem do wiadomości, że taki poranek nadejdzie. Cóż z tego. Indyjscy myśliciele potrafią różne rzeczy z czasem czy swoim ciałem robić, ja niestety nie. Dlatego, jak codziennie, zmusiłem swoje ciało również tego dnia do wstania z łóżka i zderzyłem się z brutalną rzeczywistością. Oto nadszedł ostatni dzień. Co prawda nie ostatni dzień mojego życia (zawsze lepiej nie zapeszać mając przed sobą kilkugodzinny lot powrotny do kraju), po prostu ostatni dzień w Indiach. Śniadanie jem niespiesznie. Do czego tu się przecież spieszyć, program całej wycieczki już praktycznie zrealizowany, czeka nas tylko Sikandra, czyli ostatnie zwiedzane przez nas miejsce i droga powrotna do Delhi.

Czytaj więcej: Dzień XIV-XV POŻEGNANIE W STYLU DABANGG

Dzień XI - ZASŁONIĆ FORT AMBER

Największa atrakcja tego dnia {jcomments on}Wstaje poranek. Wstaję i ja. Wyspany, zdrowy i szczęśliwy. Pomimo tego, że plan na dzisiejszy dzień zakłada tylko zwiedzanie Jaipuru, w którym nocowaliśmy i nie trzeba nigdzie daleko jechać, wstajemy dość wcześnie. Jest to związane z największą atrakcją, która na nas czeka i kolejką, o zgrozo, większą niż te znane z czasów PRL-u. Kolejną noc spędzimy również w tym hotelu nie trzeba więc się pakować. Tylko śniadanie i do autokaru. Wiedząc co ma nas dzisiaj czekać, nikt nie grymasi. Wszyscy szybko wsiadają do autokaru. A jednak nie wszyscy. Brakuje trzech osób. Dziwnym trafem tych osób, przez które dzień wcześniej cierpiałem katusze.

Czytaj więcej: Dzień XI - ZASŁONIĆ FORT AMBER

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 132 gości oraz 0 użytkowników.

Newsletter